Kocham Cię. Kocham Cię. Kocham Cię. Kocham Cię.
Powtarzałam to całymi dnami. W myślach. Tak żeby nikt nie
wiedział.
Powtarzałam to całymi nocami. Na głos. Krzycząc w poduszkę.
Przez łzy wypowiadałam niesłyszalnie jego imię.
Niby sama, ale czując jego obecność.
Bałam się zapomnieć. Bałam się wymazać go z pamięci.
Bo brak jego, to brak mnie.
Bałam się, że stracę siebie.
I chociaż wiedziałam, że gdy się kogoś naprawdę kocha, to
uczucie nie mija na pstryknięcie palcami.
Przestałam już przywoływać go w pamięci.
A i tak pojawiał się, choć tego nie chciałam.
W snach.
Kłamstwach.
I nędznych deja vu.
Nie wiem co tu robię i czy ktokolwiek jeszcze tutaj zagląda. Ale potrzebowałam opisać swoje uczucia, więc o to jestem. Z kolejnym ckliwym tekstem, no ale cóż... Widocznie moje życie skazane jest mase ckliwych tekstów. Kocham. Tęsknie. Płacze. Marze. Do utraty tchu.