Idę ciemnym, wąskim
korytarzem. Poruszam się powoli, niepewnie stawiając kolejne kroki. Łapie
równowagę, delikatnie dotykając dłonią chropowatej ściany. Z każdym kolejnym
metrem mój wzrok coraz bardziej przyzwyczaja się do panujących w tym miejscu
ciemności. Zatrzymuje się, powoli odwracam głowę i moje oczy dostrzegają
maleńkie światełko, gdzieś daleko za mną. Ja jednak nie chce wracać. Czuje, że
to światło jest złe. Chce podążać dalej w nieznane mi ciemności. Czuje, że tam
będę bezpieczna. Patrzę w głąb korytarza, starając się dostrzec kres, lecz nic
nie widzę. Robię kilka kroków w przód, zamykam oczy, biorę głęboki wdech i
zaczynam biec. Korytarz się zwęża, zaczynam potykać się o własne nogi, a płuca
odmawiają mi posłuszeństwa. Jednak mimo to dalej biegnę. Nagle zahaczam o coś
stopą i ląduje na zimnych kafelkach, a mój organizm odbiera drżeniem uderzenie
świeżego powietrza. Nie mam siły się podnieść, spojrzeć w górę, ani nawet
otworzyć oczu. Leże więc tak przyciskając policzek do zimnego podłoża. Kiedy
oddech zaczyna mi się wyrównywać, czuje na swojej talii znajomą dłoń. Moje
ciało reaguje na ogromną dawke bezpieczeństwa i oddaje mu się bezwładnie. On podnosi
mnie powoli, odgarnia kosmyk włosów spadający mi na twarz i delikatnie przesuwa
swoją dłoń po moim policzku. Czuje jego oddech na szyi, a z jego ust wydobywa
się zmysłowy szept: „Otwórz oczy… Proszę…” Nie zastanawiając się ani chwili,
spełniam jego prośbę. Otwieram oczy i…
Otwieram
oczy i wracam do rzeczywistości. Szarej i brutalnej rzeczywistości, w której
rzadko kiedy istnieją happy end’y i szczęśliwe zakończenia. Nudnej
rzeczywistości, wypełnionej codzienną rutyną. Rzeczywistości pełnej krwi i łez.
Rzeczywistości, która jest ciemnym korytarzem, z którego nie ma już wyjścia.
Jako
dziecko często zastanawiałam się, czemu moja mamusia tak dużo śpi. Długo nie
mogłam uzyskać satysfakcjonującej mnie odpowiedzi, ale dzisiaj już wiem. W
miare dorastania świat staje się dla nas coraz bardziej brutalny. Odkrywa przed
nami swoje nowe oblicza, które niekoniecznie mogłyby się nam spodobać. Na
naszej drodze zaczynają pojawiać się różnego typu przeszkody i problemy, czasem
nawet nie do rozwiązania. I podczas tej podłej podróży przez kanion życiowych
wzlotów i upadków jedynym naszym wybawieniem jest sen. Ale co to właściwie jest
?
Sen to
takie „jesteś, ale cię nie ma”. Sen to taka lepsza kraina. Sen to nasza
wyobraźnia, świadomość i podświadomość. Sen to zobrazowanie naszych pragnień i
lęków. Snem jest każde wyobrażenie lepszego jutra. Takiego jutra, o którym
marzymy. Ludzie śpią średnio od 5 do 8 godzin na dobę, a ich sny trwają od 7 do
12 sekund. Jest to kropla w oceanie sennych możliwości. Czasami jednak ta mała
kropelka potrafi poprawić nam humor, sprawić, że nigdy o niej nie zapomnimy
albo dać nam jakiś życiowy znak. Wstajemy, bo musimy. Zasypiamy, bo chcemy. I
to jest najpiękniejsza różnica między dniem a nocą.