piątek, 23 stycznia 2015

Czy to na pewno sen ?



            Idę ciemnym, wąskim korytarzem. Poruszam się powoli, niepewnie stawiając kolejne kroki. Łapie równowagę, delikatnie dotykając dłonią chropowatej ściany. Z każdym kolejnym metrem mój wzrok coraz bardziej przyzwyczaja się do panujących w tym miejscu ciemności. Zatrzymuje się, powoli odwracam głowę i moje oczy dostrzegają maleńkie światełko, gdzieś daleko za mną. Ja jednak nie chce wracać. Czuje, że to światło jest złe. Chce podążać dalej w nieznane mi ciemności. Czuje, że tam będę bezpieczna. Patrzę w głąb korytarza, starając się dostrzec kres, lecz nic nie widzę. Robię kilka kroków w przód, zamykam oczy, biorę głęboki wdech i zaczynam biec. Korytarz się zwęża, zaczynam potykać się o własne nogi, a płuca odmawiają mi posłuszeństwa. Jednak mimo to dalej biegnę. Nagle zahaczam o coś stopą i ląduje na zimnych kafelkach, a mój organizm odbiera drżeniem uderzenie świeżego powietrza. Nie mam siły się podnieść, spojrzeć w górę, ani nawet otworzyć oczu. Leże więc tak przyciskając policzek do zimnego podłoża. Kiedy oddech zaczyna mi się wyrównywać, czuje na swojej talii znajomą dłoń. Moje ciało reaguje na ogromną dawke bezpieczeństwa i oddaje mu się bezwładnie. On podnosi mnie powoli, odgarnia kosmyk włosów spadający mi na twarz i delikatnie przesuwa swoją dłoń po moim policzku. Czuje jego oddech na szyi, a z jego ust wydobywa się zmysłowy szept: „Otwórz oczy… Proszę…” Nie zastanawiając się ani chwili, spełniam jego prośbę. Otwieram oczy i…
            Otwieram oczy i wracam do rzeczywistości. Szarej i brutalnej rzeczywistości, w której rzadko kiedy istnieją happy end’y i szczęśliwe zakończenia. Nudnej rzeczywistości, wypełnionej codzienną rutyną. Rzeczywistości pełnej krwi i łez. Rzeczywistości, która jest ciemnym korytarzem, z którego nie ma już wyjścia.
            Jako dziecko często zastanawiałam się, czemu moja mamusia tak dużo śpi. Długo nie mogłam uzyskać satysfakcjonującej mnie odpowiedzi, ale dzisiaj już wiem. W miare dorastania świat staje się dla nas coraz bardziej brutalny. Odkrywa przed nami swoje nowe oblicza, które niekoniecznie mogłyby się nam spodobać. Na naszej drodze zaczynają pojawiać się różnego typu przeszkody i problemy, czasem nawet nie do rozwiązania. I podczas tej podłej podróży przez kanion życiowych wzlotów i upadków jedynym naszym wybawieniem jest sen. Ale co to właściwie jest ?
            Sen to takie „jesteś, ale cię nie ma”. Sen to taka lepsza kraina. Sen to nasza wyobraźnia, świadomość i podświadomość. Sen to zobrazowanie naszych pragnień i lęków. Snem jest każde wyobrażenie lepszego jutra. Takiego jutra, o którym marzymy. Ludzie śpią średnio od 5 do 8 godzin na dobę, a ich sny trwają od 7 do 12 sekund. Jest to kropla w oceanie sennych możliwości. Czasami jednak ta mała kropelka potrafi poprawić nam humor, sprawić, że nigdy o niej nie zapomnimy albo dać nam jakiś życiowy znak. Wstajemy, bo musimy. Zasypiamy, bo chcemy. I to jest najpiękniejsza różnica między dniem a nocą. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz