Witaaam <3
Po przeczytaniu kolejnej powieści, czekałam z wpisem, aż najdą mnie jakieś ciekawe refleksje i opinie na jej temat. Dość długo zastanawiałam sie jak ująć w słowa uczucia i wrażenia, jakie pozostawiła po sobie i doszłam do wniosku, że najlepiej będzie, jeżeli sami ją przeczytacie. A dzisiaj jedynie zarys tego, czego możecie się w niej spodziewać.
Tytuł: Papierowe miasta
Autor: John Green
Wydawnictwo: Bukowy Las
Gatunek: literatura obyczajowa
Ogólne wrażenie: Wciąga bez pamięci
Ocena: 10/10
Papierowe miasta są zakończeniem mojej
historii z Johnem Greenem. Wszystkie jego książki w jakiś niezwykły sposób
wpłynęły na mnie i zmieniły sposób mojego patrzenia na świat, lecz ta chyba
najbardziej wyryje mi się w pamięci.
Quentin
Jacobsen ma osiemnaście lat i przez całe swoje życie jest przeciętnym, nie
rzucającym się w oczy i kochającym rutynę chłopakiem. I przez większość swojego
życia podkochującym się w popularnej, a zarazem tajemniczej sąsiadce – Margo
Roth Spiegelman. Gdy pewnego wieczoru Margo wpada do pokoju Quentina w stroju ninjy
i zabiera go na przygode życia, a następnie znika, chłopak wyrusza na jej
poszukiwanie tropem wskazówek, które zostawiła jedynie dla niego. Po drodze
uczy się, że ludzie są w rzeczywistości zupełni inni, niż sądzimy.
Książka
jest niezwykle ciekawa i niebanalna, przez co niezwykle porywająca. Początkowo
akcja jest dynamiczna i nieprzewidywalna, dzięki niezwykłej nocy przygód i
Margo, która skupiła na sobie większość uwagi. W drugiej części akcja lekko
zwolniła, ale nie pozwala odczuwać niedosytu. Jedynym malutkim minusikiem w
książkach Greena jest wrażenie powtarzalności.
Ogólnie jestem bardzo zadowolona po przeczytaniu książki.
Polecam Papierowe miasta wszystkim,
którzy szukają literatury, która zmieni coś w ich sposobie myślenia, pozostawi
nutę nostalgii i chęć refleksji nad życiem i jego celem.