wtorek, 30 grudnia 2014

New Year !

Hejoo <3
Najlepsza w składaniu życzeń nie jestem, ale coś tam postaram się napisać :)
Chciałabym Wam życzyć niezapomnianej Sylwestrowej Nocy :) Dużo alkoholu i śmiechu, a na drugi dzień braku kaca ;) A z okazji Nowego Roku, abyście dążyli do spełnienia wszystkich swoich marzeń.



A dla moich wyjątkowych i najwspanialszych przyjaciół mam małą niespodziankę :) Dziękuję Wam za ten cudowny rok, za wszystkie wzloty i upadki, za wszystkie radosne chwile i odpały, za wspomnienia i po prostu za to, że byliście albo nadal jesteście :) No i życze Nam wszystkim, aby 2015 rok był równie udany :) 



Love, Rosie

No cześć J Wolny poniedziałek to idealny czas na wypad do kina. Po przeszukaniu repertuaru z przyjaciółką zdecydowałyśmy się na Love, Rosie. Zwiastun filmu, chociaż był jego streszczeniem, sprawił, że nie mogłyśmy się doczekać, kiedy usiądziemy w fotelu z popcornem w ręku i wciągniemy się w przedstawianą historie. A oto moje wrażenia J 


Tytuł: Love, Rosie

Reżyseria: Christian Ditter
Scenariusz: Juliette Towhidi
Gatunek: Komedia romantyczna
 Ogólne wrażenie: Wzrusza i śmieszy do łez  

Ocena: 10/10



Rosie i Alex znają się od dzieciństwa. Gdy Alex wyjeżdża z Dublina na studia do Ameryki, ich wieloletnią przyjaźń czekają ciężkie chwile. Czy znajomość przetrwa taką rozłąkę ?

W historiach o miłości nie chodzi wcale o oryginalność fabuły, ale o to jak są one opowiedziane, o bohaterów i łączącą ich "chemię". Love, Rosie, pomimo oklepanych schematów, jest niezwykle świeża i piękna. Film pokazuje, że to, co na pierwszy rzut oka może być zmarnowanym czasem, w rzeczywistości jest niezbędne do tego, by bohaterowie dorośli do swojego przeznaczenia. Opowiada o cierpliwości i pokazuje, że wszystko w życiu ma swoje miejsce i czas. Na duży sukces filmu przyczyniła się znakomita obsada - Lily Collins i Sam Claflin. W łączące ich uczucie wierzy się przez cały film.


Nie jestem wielką fanką komedii romantyczny, ale trzeba przyznać, że Love, Rosie ma w sobie to „coś”. Zachęcam wszystkim do wybrania się na ten film do kina i zapewniam, że nie będzie to stracony czas i pieniądze :) 

sobota, 27 grudnia 2014

Zanim zasnę

Hejka <3 W wolny czas sprężam się i czytam książki kurzące się na mojej półce od jakiegoś czasu. Dziś bierzemy na tapete powieść S.J. Watson Zanim zasnę i jej filmową adaptacje :)

Tytuł: Zanim zasnę
Autor: S.J. Watson
Wydawnictwo: Sonia Draga
Gatunek: Thriller
Ogólne wrażenie: Zachwycający szkic postaci
 i zaskakująca fabuła  
Ocena: 10/10

 





Tytuł: Zanim zasnę
Reżyseria: Rowan Joffe
Scenariusz: Rowan Joffe
Gatunek: Dramat, Thriller
Ogólne wrażenie: Trzyma w napięciu.
Ocena: 7/10

Christine codziennie rano budzi się, leżąc w łóżku obok obcego mężczyzny, który okazuje się jej mężem, patrzy w lustro na nieznajomą twarz, będącą jej własnym odbiciem oraz każdego dnia dowiaduje się najważniejszych szczegółów z życia, którego nie jest w stanie sobie przypomnieć. Jednak gdy pojawia się doktor Nash, okazuje się, że kobieta ma jakieś inne wspomnienia niż te, które co rano odtwarza jej mąż. Czy dowie się co jest prawdą i komu może tak na prawde zaufać ?


Zanim zasnę to bardzo pomysłowy thriller psychologiczny, który wciąga od pierwszych stron. Książkę czyta się z nieustająco napiętymi nerwami i chociaż w pewnym momencie wydaje nam się, że znamy już zakończenie, następuję niespodziewany zwrot akcji. Uwielbiam takie powieści, które przez cały czas czytania intrygują, a po zakończeniu skłaniają mnie do refleksji. Jej adaptacja jednak nie spełniła wszelkich moich oczekiwań. Zostało pominiętych wiele szczegółów, a część informacji uległo zmianie. Film jednak idealnie oddaje zamierzony przez S.J. Watson efekt i trzyma w napięciu, aż do samego końca. 

Na wypełnienie wolnego czasu zdecydowanie bardziej polecam książkę. Myślę, że nie będziecie zawiedzeni, ponieważ wpadnie w gust każdego czytelnika niezależnie od płci czy wieku. 

czwartek, 25 grudnia 2014

Merry Christmas

Dzień dobry w ten piękny świąteczny poranek :D W sumie to już prawie południe :) Przepraszam za lekkie opóźnienie świątecznego postu, ale wczorajszy brak internetu uniemożliwił mi jego dodanie :( Ale dzisiaj nadrabiam :)

Mam nadzieję, że Wasze święta mijają w równie spokojnej i radosnej atmosferze, jak moje ;) Nie żałujcie sobie jedzenia i odrobiny lenistwa, w końcu to jedyne takie dni w roku. Kochajcie, wybaczajcie i bawcie się dobrze :) Nie tylko dzisiaj i jutro, ale każdego dnia ;)

No i oczywiście świąteczny post nie może się obejść bez małej dawki humoru ;)


WESOŁYCH ŚWIĄT !


                           

środa, 10 grudnia 2014

Papierowe miasta

Witaaam <3
Po przeczytaniu kolejnej powieści, czekałam z wpisem, aż najdą mnie jakieś ciekawe refleksje i opinie na jej temat. Dość długo zastanawiałam sie jak ująć w słowa uczucia i wrażenia, jakie pozostawiła po sobie i doszłam do wniosku, że najlepiej będzie, jeżeli sami ją przeczytacie. A dzisiaj jedynie zarys tego, czego możecie się w niej spodziewać.




Tytuł: Papierowe miasta
Autor: John Green
Wydawnictwo: Bukowy Las
Gatunek: literatura obyczajowa
Ogólne wrażenie: Wciąga bez pamięci
Ocena: 10/10


 Papierowe miasta są zakończeniem mojej historii z Johnem Greenem. Wszystkie jego książki w jakiś niezwykły sposób wpłynęły na mnie i zmieniły sposób mojego patrzenia na świat, lecz ta chyba najbardziej wyryje mi się w pamięci.


Quentin Jacobsen ma osiemnaście lat i przez całe swoje życie jest przeciętnym, nie rzucającym się w oczy i kochającym rutynę chłopakiem. I przez większość swojego życia podkochującym się w popularnej, a zarazem tajemniczej sąsiadce – Margo Roth Spiegelman. Gdy pewnego wieczoru Margo wpada do pokoju Quentina w stroju ninjy i zabiera go na przygode życia, a następnie znika, chłopak wyrusza na jej poszukiwanie tropem wskazówek, które zostawiła jedynie dla niego. Po drodze uczy się, że ludzie są w rzeczywistości zupełni inni, niż sądzimy.

Książka jest niezwykle ciekawa i niebanalna, przez co niezwykle porywająca. Początkowo akcja jest dynamiczna i nieprzewidywalna, dzięki niezwykłej nocy przygód i Margo, która skupiła na sobie większość uwagi. W drugiej części akcja lekko zwolniła, ale nie pozwala odczuwać niedosytu. Jedynym malutkim minusikiem w książkach Greena jest wrażenie powtarzalności.

Ogólnie jestem bardzo zadowolona po przeczytaniu książki. Polecam Papierowe miasta wszystkim, którzy szukają literatury, która zmieni coś w ich sposobie myślenia, pozostawi nutę nostalgii i chęć refleksji nad życiem i jego celem.