No cześć J Wolny poniedziałek to idealny czas na wypad do kina.
Po przeszukaniu repertuaru z przyjaciółką zdecydowałyśmy się na Love, Rosie. Zwiastun filmu, chociaż był
jego streszczeniem, sprawił, że nie mogłyśmy się doczekać, kiedy usiądziemy w
fotelu z popcornem w ręku i wciągniemy się w przedstawianą historie. A oto moje
wrażenia J
Tytuł: Love, Rosie
Reżyseria: Christian Ditter
Scenariusz: Juliette
Towhidi
Gatunek: Komedia
romantyczna
Ogólne wrażenie:
Wzrusza i śmieszy do łez
Ocena: 10/10
Rosie i Alex znają się od dzieciństwa. Gdy Alex wyjeżdża z
Dublina na studia do Ameryki, ich wieloletnią przyjaźń czekają ciężkie chwile. Czy znajomość przetrwa taką rozłąkę ?
W historiach o miłości nie chodzi wcale o oryginalność
fabuły, ale o to jak są one opowiedziane, o bohaterów i łączącą ich
"chemię". Love, Rosie, pomimo oklepanych schematów, jest
niezwykle świeża i piękna. Film pokazuje, że to, co na pierwszy rzut oka może
być zmarnowanym czasem, w rzeczywistości jest niezbędne do tego, by bohaterowie
dorośli do swojego przeznaczenia. Opowiada o cierpliwości i pokazuje, że
wszystko w życiu ma swoje miejsce i czas. Na duży sukces filmu przyczyniła się
znakomita obsada - Lily Collins i Sam Claflin. W łączące ich uczucie
wierzy się przez cały film.
Nie jestem wielką fanką komedii romantyczny, ale trzeba
przyznać, że Love, Rosie ma w sobie
to „coś”. Zachęcam wszystkim do wybrania się na ten film do kina i zapewniam,
że nie będzie to stracony czas i pieniądze :)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz