Czeeść <3 Pisząc to przeżyłam wiele
niespodziewanych przygód. Płakałam jak nigdy i dostrzegała coraz więcej
nowych rzeczy w moim życiu. I gdy miałam już gotowy wpis, nagle cała
moja praca zniknęła. Po prostu się nie zapisała. I chyba tylko dzięki
wsparciu moich znajomych udało mi się to jeszcze raz napisać. Dlatego
bardzo im dziękuję, bo to najważniejsza twórczość w moim życiu i przede
wszystkim najszczersza. Miłych wrażeń.
So hey, let's be friends
Już drugi dzień siedze nad kartką papieru zaciskając w dłoni obgryziony z nerwów ołówek i zastanawiam się co bym chciała ci teraz powiedzieć. I wiesz co ? Sama nie wiem jak to nazwać, ale postaram się sprawić, żebyś choć przez chwile poczuł to co ja teraz. Obiecuje.
Każdy mój
dzień ma taki sam scenariusz i nie zaczyna się o poranku jak każdego normalnego
człowieka, ale wieczorem, kiedy gasną światła i zostaje tylko ja z moimi
myślami. Leże w pustym łóżku i wpatruje się godzinami w sufit. Znam ten widok na
pamięć. Biały kolor, gładka faktura z kilkoma małymi rysami i chociaż
niektórych nie widać gołym okiem w dzień, nocą nie da się ich przeoczyć. Zapewne
teraz zadajesz sobie pytanie, czemu mnie to nie nudzi, nie usypia ? Otóż
odpowiedź jest prosta. W nocy sufit nie spełnia swojej podstawowej roli, ale
jest ekranem dla filmu moich wspomnień. Kiedy zapada głucha cisza, mój mózg
odtwarza z taśmy przeszłości wszystkie piękne chwile. Przypominam sobie wtedy
każdy twój uśmiech, dotyk, pocałunek… Nie zdając sobie sprawy kiedy, po moich
policzkach zaczynają skapywać łzy. Z początku pojedynczo i sporadycznie
stopniowo zwiększając swoją ilość. I leże tak, dusząc płacz w poduszce, dopóki
zmęczenie nie przejmie nade mną kontroli i nie porwie mnie w kraine snów.
Nagle irytujący
dźwięk budzika wyrywa mnie z objęć Morfeusza i zdaje sobie sprawę, że spałam
zaledwie godzine lub dwie. Wstaję i szykuje się jak co dzień. Ubieram się,
lekkim makijażem przykrywam dowody nieprzespanej nocy i całą kreację uwieńczam (wyćwiczonym
już do perfekcji) sztucznym uśmiechem. Wychodząc z domu, jestem radosną i
optymistycznie patrzącą na świat nastolatką. Śmieje się, żartuje, wygłupiam jak
do tej pory. Funkcjonuje jakby nigdy nic się nie stało. W końcu było minęło.
Oczywistym był fakt, że wszystko co piękne w końcu musi się skończyć.
Wiedziałam dobrze, że koniec nadejdzie, ale nie sądziłam, że tak wcześnie, że
tak nagle, niespodziewanie. I chociaż mnie zraniłeś jak nikt nigdy wcześniej i
moje serce próbuje się posklejać niczym rozbita szklanka, nadal mam nadzieje.
Chce się z Tobą przyjaźnić i mieć Cię przy sobie. Dobrze wiem, że to bez sensu,
że już nic z tego nie będzie, że mnie nie kochasz i ja Ciebie też już nie
powinnam. Ale jakaś tajemnicza siła ciągnie mnie do Ciebie wbrew wszystkiemu.
Przez nią nie potrafie minąć cię obojętnie, nie napisać gdy jesteś online i
zostawić przeszłości w spokoju.
Popołudniami
kiedy ponownie zostaje sama, zamykam się w pokoju, zawijam się w ciepły koc i
trzymam w ręku kubek z gorącym kakao. Wtedy dociera do mnie jak bardzo męczące
jest udawanie. Jak ta sytuacja wykańcza mnie psychicznie. I wiesz co jest wtedy
moim jedynym ratunkiem ? Książka. Ogólnie kocham książki. To jest jak marzenie
z otwartymi oczami. Otwierając je, czując zapach ich stron, słysząc szelest
kartek, wczytując się w każde słowo, przenoszę się w inny świat. Wtedy nie ma
mnie tutaj, jestem z tymi bohaterami i żyje ich emocjami. Zapominam o
wszystkich problemach i wszelakich przykrościach mojej rzeczywistości.
Dzięki
Tobie zrozumiałam jedną bardzo ważną rzecz. Każdy w coś ucieka od codzienności.
Ja w książki i muzyke, Ty w alkohol i gry, a inni w narkotyki i pracę. Wyjść
jest mnóstwo i jedynie od nas zależy co wybierzemy i czy dobrze to zrobimy.
Jednak zanim pojmiemy fakt, że jest to ucieczka bez której nie potrafilibyśmy
żyć, bywa już za późno. Jest ona zawsze dobrą opcją, jeżeli my mamy kontrole
nad nią, a nie na odwrót.
Każdy mój
dzień zaczyna się i kończy tak samo. Różnią się one jedynie małymi szczegółami,
jednak jeden z nich jest dla mnie dość ważny. Z dnia na dzień coraz lepiej
radze sobie bez Ciebie i jestem coraz szczęśliwsza. Wiele Ci zawdzięczam i już
do końca życia będziesz jedną z ważniejszych osób. Dzięki Tobie jestem lepszą
wersją samej siebie. Nauczyłeś mnie, że w życiu nie chodzi o to, żeby wiecznie
się przejmować, ale o to, aby chwytać każdy dzień, nawet w najgorszej sytuacji
znaleźć plusy i śmiać się z porażek. W ciągu pół roku z pochmurnej realistki
stałam się niepoprawną optymistką. I wiem jedno, że gdy wyleczę się z tej
wielkiej miłości do Ciebie, rzuce Ci się w ramiona i powiem „Dziękuję”. Dopiero
wtedy będę najszczęśliwszą osobą na ziemi. Każda chwila z Tobą pokazywała mi
jak łatwo jest cieszyć się z małych rzeczy i uczyła, że nie warto trzymać się
kurczowo przeszłości. Powinniśmy wyciągać z niej wnioski, ale nie nią żyć. Wiem,
że gdybym gdzieś po drodze naszej historii nie zagubiła tej radości i życia bez
zobowiązań, możliwe jest, że teraz nasze życie wyglądałoby zupełnie inaczej.
Ale nie żałuje żadnej decyzji i mam nadzieje, że jeszcze będziemy potrafili być
ze sobą blisko, niekoniecznie trzymając się za ręce. Dlatego, proszę, trzymaj
za mnie kciuki, przyjacielu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz